Unitra DSH-805

11-08-2026

Chyba nie ma w historii audio drugiej takiej firmy jak UNITRA, która tak bardzo podzieliła entuzjastów wysokiej klasy sprzętu audio. Zapraszamy do przeczytania testu przetwornika DSH-805. 

Reaktywowana Unitra zaprezentowała swoje produkty w 2021r. Od początku śledziłem w jaki sposób próbuje zaistnieć na zatłoczonym i niełatwym rynku audio. Pierwsze zetknięcie połączone z odsłuchem było na AVS i niezbyt dobrze wspominam to wydarzenie. Prawdę mówiąc, to wszelkie zbiorowe prezentacje nigdy nie były przeze mnie traktowane jako coś, co może być miarodajne i na podstawie tych wydarzeń nigdy nie budowałem sobie konkretnej opinii. Tak też było po opuszczeniu sali prezentacji sprzętu Unitry. Miałem jednak to szczęście, że jakiś czas później Unitra przeprowadziła coś w rodzaju tournee po Polsce z bardziej kameralną prezentacją, bez pośpiechu i w bardziej sprzyjających warunkach. To były salony audio z przygotowanymi pomieszczeniami do odsłuchu i z doświadczonym personelem, który potrafił ustawić system tak, by wycisnąć jak najwięcej z poszczególnych elementów (urządzeń) Unitry. Tak było w siedzibie Premium Sound. To tam, bez tłumów w spokoju i ze swoją muzyką mogłem w końcu zapoznać się z tym co oferuje ta firma.

 

Unitra przetwornik DSH-805

                                                       UNITRA DAC DSH-805

 

Zanim cokolwiek dalej napiszę, muszę zaznaczyć i to bardzo mocno, że nazwa Unitra owszem kojarzy mi się ze sprzętem sprzed lat, bo kiedyś sam przez całe lata używałem. Pierwsza moja (nie rodziców) Unitra, to był radiomagnetofon Kasprzak RMS 451. To był rok 1985. Kosztował, o ile dobrze pamiętam dobrą wypłatę stoczniowca – taką z nadgodzinami. Pamiętam to, bo wygrałem wtedy dosyć pokaźną sumę w kolekturze Totolotka obstawiając ligę angielską. To była wygrana w kwocie przyzwoitej wypłaty. Później potoczyło się z górki, był wzmacniacz Brandt (wersja eksportowa do Francji), magnetofon M 8047, gramofon Fonica i oczywiście kolumny Altus 75. Czy w związku z tym mam sentyment, który teraz popycha moją ciekawość w kierunku nowej Unitry? Nie, niestety bardzo źle wspominam tamte czasy. Przynajmniej raz w roku (przynajmniej!) bywało się w serwisie. To był pewnego rodzaju rytuał, który mówił, że jak sprzęt będzie naprawiany w okresie gwarancji przez ileś tam razy, to w końcu otrzymuję nowy, lub zwrot pieniędzy. Tym sposobem udawało się, jednocześnie odkładając nie mały grosz wspiąć się na wyżyny i z początkiem lat '90 zakupić w końcu wymarzone Sony ES (posiadam do dzisiejszego dnia – gra na działce rekreacyjnej). Tak więc, w kontekście mojego rocznika i jakiegokolwiek sentymentu do dawnej Unitry, mam nadzieję, że wyjaśniłem – drzwi zostały całe lata temu zamknięte bezpowrotnie.

            Czym jest więc wobec tej niechęci opisanej powyżej moje zainteresowanie "nową" Unitrą? Myślę, że moje podejście jest zupełnie inne niż to, które wzbudza tak emocjonalne i negatywne komentarze. Dla mnie Unitra w tej chwili, to pokaz możliwości dzisiejszego polskiego projektowania. Dzisiejsza Unitra oferuje przemyślane, dobrze zaprojektowane urządzenia, które w bezpośrednim kontakcie wzbudzają zaufanie. To nie te rozklekotane, nierówno poskręcane obudowy z wiecznie psującymi się podzespołami, już niemal w pierwszych dniach użytkowania. 

Sama nazwa - Unitra, która chyba najbardziej podzieliła społeczeństwo słuchające muzyki i interesujące się sprzętem do jej odtwarzania nie przeszkadza mi i nawet cieszę się, że ten napis, który ponownie pojawił się po wielu latach, może poprawić wizerunek, ale też zaistnieć na rynkach całego świata. Tak właśnie myślę o nowej Unitrze i trzymam kciuki. Trzymam kciuki za wszelkie inne urządzenia wychodzące z rąk polskich twórców, bo mamy czym się pochwalić, ale często zachowujemy się, jak byśmy mieli jakieś kompleksy – zupełnie niepotrzebnie.

Przechodząc do testu, bez zagłębiania się w sprawy techniczne (polecam zawsze kontakt z dystrybutorem lub w tym przypadku z producentem) chciałbym zaznaczyć, że to już piąty DAC testowany w dosyć krótkim okresie. Unitra wypuściła go, o ile dobrze pamiętam w październiku 2025r. Czyli dosyć świeże urządzenie, chyba nigdzie nie testowane (przynajmniej nic takiego nie znalazłem), ale może to dobrze, bo biorąc je do siebie nie nastawiałem się na nie wiadomo co. Wiem jak gra wzmacniacz. Ten większy i ten mniejszy. Wiem co potrafi odtwarzacz CD, ale DAC zagościł u mnie w domu i z tego powodu bardzo się cieszę. Cenowo z tej wspomnianej piątki, jest najtańszy, ale z mojego doświadczenia wiem, że sugerowanie się ceną, może wprowadzić pewien błąd w ocenie i lepiej się wyzbyć na początku takiego różnicowania.

 

Unitra DSH-805

      

            Skoro mamy polskie urządzenie, to pomyślałem, żeby do odsłuchów wybrać również polskie akcenty. Jest tego sporo, a ja spróbuję zaproponować pewne ciekawostki muzyczne, o których część z nas pewnie słyszała, ale może znajdzie się ktoś, kto zetknie się pierwszy raz.

            Jak zwykle pierwsze dwa - trzy dni podłączam DAC'a do systemu słuchawkowego (Sennheiser HD 600, Musical Fidelity X – Can V3 i DAC Audio Gd NFB 1.32), tak żeby oswoić się z urządzeniem, zapoznać się z topologią i ewentualnymi problemami przyłączeniowymi. Większych problemów nie było, ale gniazda przyłączeniowe z tyłu urządzenia mogły by być nieco bardziej rozsunięte. To jednak może sprawić kłopot jedynie przy bardzo grubych wtykach RCA . Sterownik w komputerze wgrany, sprzęt uruchomiony i ten pierwszy najważniejszy moment, te pierwsze  10 – 15 minut gdzie poznajemy ogólny charakter urządzenia.    

            Zanim jednak... muszę wspomnieć o pewnych ustawieniach. DAC'a Unitry. Posiada on możliwość "doszlifowania" dźwięku poprzez wybór 7 filtrów. Ta mnogość ustawień przerosła mnie. Oczywiście każdy filtr prezentuje nieco inne podejście do prezentacji muzyki i tak naprawdę można wybrać ten jeden, jedyny. Nie są to też jakieś spektakularne zmiany, ale są słyszalne. Niestety jestem typem człowieka, który lubi święty spokój. Czyli włączam źródło dźwięku, włączam wzmacniacz, naciskam przycisk odtwarzania i słucham muzyki. Wszelkie dodatkowe ustawienia i wybory trybów, filtrów itp. doprowadzają mnie do pewnego zniecierpliwienia. Tak też było w tym przypadku. Po uważnym przesłuchaniu możliwości wszystkich filtrów, ustawiłem pozycję 1 i nie zajmowałem się tym więcej. Tak jak powiedziałem nie mam cierpliwości. Na szczęście mój DAC ma tylko wybór źródła sygnału i za to go bardzo cenię. Jednak jak ktoś lubi taką zabawę to muszę przyznać, że każdy jeden filtr był ciekawy i warto pobawić się na początku i znaleźć ten swój ulubiony.

Wybór filtra jest widoczny tylko dla sygnału PCM. Dla przykładu włączyłem moją ulubioną płytę CD  Anny Thorvaldsdottir – Archora/Aion, która jest zarejestrowana w MQA. DAC pokazał 352.8 kHz i zapaliła się lampka MQA. Rodzaj filtra został wyłączony.

Mamy więc ustawiony filtr nr 1 i zaczynamy w końcu grubszą zabawę – słuchamy!

 

Unitra DSH-805

Unitra DSH-805

 

Przestrzeń i mocne zaznaczenie (umiejscowienie) źródeł dźwięku – to było to! Pierwsze wrażenie jest najważniejsze i cieszę się że ten DAC zaprezentował się na wstępie w ten sposób.

 

Unitra WSH-805

          Jako pierwsza płyta w odtwarzaczu znalazła się muzyka Vivaldiego, a utwory, to koncerty napisane dla polskiego księcia Fryderyka Krystiana Leopolda Wettyna, syna króla Polski, elektora Saksonii Augusta III Sasa. Książe przebywał w Wenecji od grudnia 1739 roku, zwiedzając miasto i okolice. 21 marca 1740 roku wydane zostało przyjęcie na cześć naszego księcia, który był wielkim miłośnikiem muzyki. W klasztorze – sierocińcu Ospedale della Pietta, który był też szkołą, gdzie kształcono przyszłych muzyków, odbył się koncert, a utwory naisał specjalnie na tą okazję Antonio Vivaldi, który wręczył je osobiście polskiemu księciu. Płyta którą posiadam została wydana przez wytwórnię Harmonia Mundi, którą bardzo cenię za wspaniałe realizacje dźwiękowe. DAC Unitry bardzo dokładnie pokazał muzyków na scenie. Dźwięki poszczególnych instrumentów były wyraźne i jednocześnie bardzo gładko odtworzone. Słychać to w drugim utworze, gdzie część muzyków gra pizzicato. Przez tą gładkość mamy bardzo przyjemny dźwięk. Pierwszy utwór koncertu E-moll jest w szybkim tempie z wieloma instrumentami. Nic się nie zamazuje i wszystko jest poukładane na swoim miejscu, instrumenty smyczkowe mają ten swój charakterystyczny blask, tak jak chciał realizator dźwięku. To mocny atut tego DAC'a.

Kolejne dni słuchając już na systemie z kolumnami (Bowers & Wilkins 804 D2, wzmacniacz Advance Acoustic MAP 407, TEAC jako transport CD i DAC AudioGd NFB 7.38) utwierdzałem się w tym, że muzyka prezentowana przez Unitrę jest naprawdę na wysokim poziomie.

 

Unitra WSH-805

 

Rolf Lislevand nagrał w wytwórni SONY MUSIC bardzo ciekawą płytę zatytułowaną Nuove Invenzioni. To pewnego rodzaju projekt połączenia muzyki baroku z jazzem. Towarzyszy mu na płycie wielu muzyków. Jest klasyczny skład jazzowy, są muzycy wykonujący klasyczny repertuar, a on sam gra na lutni. W utworze 6 zatytułowanym La Spagna – Suspended Variations mamy piękne połączenie barokowego utworu z kompozycją Tomasza Stańki. Z opisu dowiadujemy się, że realizatorzy chcieli nadać tej płycie charakter dźwięku taki jak na żywo. Tak żebyśmy mieli możliwość choć trochę obcować z czystym pięknem jakim są kompozycje, lub raczej rekompozycje utworów dawnych i współczesnych. Słucha się tego z zapartym tchem. DAC Unitry dodaje od siebie tej gęstości co wychodzi na dobre, bo mamy bardzo mocny fundament. Płyta nie męczy ilością detali i pozwala na wgląd w fakturę brzmienia instrumentów. Towarzyszy nam mocny podkład w postaci kontrabasu i po delikatnym wstępie granym na lutni z towarzyszeniem kilku instrumentów płynnie przechodzimy do polskiego akcentu znanego nam z płyty Stańki - Suspended Night. Tutaj trąbka wybija się przed resztę i mimo mocnego ataku i blasku nie zakłóca całości brzmienia. Pięknie ten DAC sobie z tym poradził. Słuchałem tego utworu kilka razy i zastanawiałem się czy można coś lepiej, czy udało by się coś więcej wycisnąć? Pewnie tak, ale Unitra "zrobiła" to tak, że nic mi nie przychodzi do głowy, co to mogło by być. Może więcej tego tzw. czarnego tła, więcej ciszy pomiędzy dźwiękami. No tak, ale czy w tej cenie? Pięknie podane niskie tony kontrabasu tworzą piękną barwę tego instrumentu. To właśnie ten zakres minimalnie wybija się przed szereg, ale któż z nas nie lubi basu. Wolę taką szkołe granie niż rzucanie się na szczegółowość i przestrzenność, które to po pewnym czasie potrafią zmęczyć lub odwrócić skutecznie uwagę od sedna sprawy – muzyki. Tak więc mamy z tego DAC'a bardzo ładne niskie tony i gęstą przestrzeń bardziej w głąb i w stronę słuchacza, niż na boki. Dźwięki są rysowane grubą kreską. To taki ołówek typu B, a nie H.

 

Unitra WSH-805

Pierwszy utwór z koncertu Hani Rani "Nostalgia" to kawał dobrej muzyki elektronicznej. Tutaj efekty przestrzenne, te po bokach niemal wyrywają się z kolumn. DAC AudioGd pokazuje to szerzej ale nie ma tego mocnego rysunku, który daje nam Unitra. Wolę to spokojniejsze (nieco spokojniejsze) granie Unitry z tym głębokim nasyceniem z tą grubą krechą ołówka B. Muszę przyznać, że ledwo poznaję mój system słuchając tej płyty z Unitrą.

            Hania Rani w jednym z wywiadów powiedziała, że na początku kariery, gdy szukała wydawcy, mówiono jej, że tego typu muzyka się nie sprzeda. Nikt w Polsce nie chciał wydać jej kompozycji. Na szczęście się nie poddała. Nawiązała kontakt z Gondwana Records. To niezależna wytwórnia płytowa w Manchesterze założona przez Matthew Halsalla. Tam do dzisiaj wydaje swoje płyty, ale również Deutsche Grammophone dostrzegło jej talent i potencjał. Wspominam o tym, bo przyglądając się jak Unitra wchodziła na rynek, padały podobne słowa niechęci i dało się odczuć jakiś brak zaufania. Nawet jeszcze teraz można znaleźć opinie, że to się nie sprzeda (za wysoka cena), potencjalny odbiorca to ktoś po pięćdziesiątce z sentymentem i takich jest mało. Natomiast rynek światowy jest wolny od takich uprzedzeń i ku naszemu zaskoczeniu docenia naszą twórczość i myśl technologiczną. Dlaczego tak się dzieje? Nie mam pojęcia, ale często się z tym spotykam. Z tym bezmyślnym podziwem dla tego co jest obcojęzyczne, dostępne już nawet nie za naszą granicą, ale najlepiej na innym kontynencie

 

Unitra WSH-805

 

              Na szczęście świat inaczej to wszystko postrzega i kolejnym przykładem niech będzie pewna płyta zespołu Audiofeeling Trio, na czele którego stoi Paweł Kaczmarczyk. Ta płyta to hołd złożony naszym dwóm kompozytorom (filmowym i nie tylko) – Bronisławowi Kaperowi i Henrykowi Warsowi.

Płyta nosi tytuł Dekonstruction i łączy jazz z muzyka filmową, tą z tych dawnych lat, którą później wykorzystywali tacy giganci jazzu jak, Miles Davis – On Green Dolphin Street, czy John Coltrane - Invitation.

Paweł Kaczmarczyk umiejętnie łączy nowoczesność z nutą nostalgii, wplatając sample z przedwojennych filmów do własnych interpretacji muzyki tych znakomitych kompozytorów. Byłem bardzo zaskoczony tym jak ta płyta zabrzmiała na Unitrze. Sample były pokazane z pewna swobodą w przestrzeni, często przeskakując z lewego kanału na prawy i z powrotem. To było bardzo lekkie i nie wymuszone, ale w gęstych akordach fortepianu była zachowana czytelność. To ważne, bo fortepian w przeciwnym razie szybko przekształci się w rozmazaną dźwiękową plamę. To właśnie na tej płycie, pamiętam przepinałem DAC,a Unitry z moim, kilka razy, wsłuchując się w różnice, ale to Unitra miała lepszą podstawę basową i tą czytelność fortepianu – którą tak bardzo sobie cenię.

Niskie tony były jakby głębsze, bez nadmiernie konturowego grania, ale z dobrym wyraźnym rysunkiem kontrabasu. Trzeci utwór rozpoczyna się, oczywiście fortepianem, tą bardziej oddaloną prawą częścią klawiatury. Te kilka pierwszych taktów "klikane" niczym spadające brylanciki na szklaną powierzchnię, DAC Unitry jakby podkreślił i bardziej wypolerował. Ta nie drażniąca wyższa średnica przekazuje piękno i barwę, co przydaje się, bo Paweł Kaczmarczyk w następnych taktach obniża tą frazę o oktawę, by następnie nieco zmienić barwę i wybrzmienia instrumentu. Słuchanie tego fragmentu, a może powiedzmy to bardziej dosadnie – śledzenie tych dźwięków, to prawdziwa muzyczna uczta, którą przygotowała dla nas Unitra.

            Można bez trudu przedstawiać dalej polskich artystów, których świat docenił i z których możemy być dumni. Michał Urbaniak, Jan A.P. Kaczmarek, Krzysztof Komeda, Andrzej Panufnik...to oni rozwieszali nasze narodowe barwy na obcej ziemi, będąc tam ambasadorami polskiej twórczości.

             Żeby nie kończyć tego tekstu takim patriotycznym akcentem, chciałbym zaproponować jeszcze dwie płyty. Tym razem, to artyści z Japonii.

 

Unitra WSH-805

 

             Wytwórnia Three Blind Mice jest bardzi znana w kręgach audiofilskich i to tam wydano płytę Hiroshi Fukumura Quintet. Dwa puzony, fortepian, kontrabas i perkusja, to już nie w kij dmuchał, tylko kawał dobrego jazzu. To właśnie ta płyta zwróciła mi uwagę jak Unitra precyzyjnie ustawia muzyków między kolumnami, tak aby nie wchodzili na siebie i mieli to "swoje" miejsce. Każdy instrument ma twarde, konkretne położenie, to horyzontalne jak i wertykalne. W trakcie gdy miałem u siebi DAC'a Unitry, to tej właśnie płyty najczęściej słuchałem. Ta sekcja dęta robi tak wspaniałą aurę, tak ciekawą konstrukcję, że słucha się tego (mówiąc kolokwialnie) z otwartą gębą.

Przecież nie często możemy posłuchać dwóch puzonów, na tle klasycznego trio jezzowego. Co najważniejsze te puzony grają świetliście i gęsto, ale nie próbują nas zdmuchnąć z naszej sofy, na której wygodnie siedzimy. Nie ma efektu kręcenia gałką wzmacniacza – raz ciszej, za chwilę głośniej. To klasyczny efekt "wydzierającego" się na nas sprzętu audio. No właśnie, powiedziałbym, że Unitra się nami niemal opiekuje podczas odsłuchów, nie tworząc nerwowej, stresującej atmosfery.

Unitra WSH-805

 

Druga japońska płyta to Takehiko Honda z uroczym tytułem "I love You". Dlaczego właśnie ta płyta? Jak już wcześniej dało się zauważyć, w brzmieniu DAC,a Unitry szukałem ewentualnych problemów z wyższą średnicą i ogólnie z wysokimi tonami. Nic takiego się nie wydarzyło, a wręcz przeciwnie, zawsze było z umiarem, ale nie jednoczesnym jakimś brakiem wysokich tonów. Oczywiście w bezpośredniej konfrontacji np. z moim AudioGd było zauważalne, to pewne wycofanie w tym wyższym zakresie, ale to raczej przypominało mi efekt jaki towarzyszy podczas słuchania tego samego utworu na gęstych plikach np. DSD 128 zaraz po słuchaniu pliku 24-192 kHz. Pliki PCM są bardzo żywiołowo oddane. Jest tam ten młodzieńczy entuzjazm, ta wyrywność, ale za tym idzie pewne rozjaśnienie i zamieszanie. Po przejściu na plik DSD mamy uspokojenie i spowolnienie. To właśnie pierwsze kilka taktów otworu słuchanego w DSD mówi nam jakby czegoś brakowało, szczegółów, może wybrzmienia szybciej się kończą, lub nastąpiło jakieś stłumienie. To mylna reakcja, bo plik DSD usuwa z nagrania pewien hałas i jakby aurę wokół dźwięków jaki mamy w przypadku PCM. To coś zbędnego, coś co nas oszukuje dodając jakby więcej informacji o zapisie dźwięku, a tak naprawdę powoduje tylko zamieszanie. Nasz mózg próbuje sobie z tym jakoś radzić i pracuje na najwyższych obrotach, aby to jakoś poukładać i przetworzyć na treść muzyczną – męczymy się. Może trochę przesadzam ale, to tak jak byśmy z kimś rozmawiali stojąc gdzieś w centrum wielkiego miasta. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, bo to nasze miejsce, tu żyjemy. Jednak inaczej będzie gdzieś poza centrum miasta. Tam będzie nam łatwiej skupić się na rozmowie.

Płyta Takehiko Hondy nie była wydana przez Three Blind Mice, ale przez wytwórnię Solid Records w 1971r. Jasne brzmienie jest typowe dla tamtych lat, szczególnie w Japonii. Unitra tym razem też podała nam dźwięk bardziej łagodnie niż mój DAC, przez co ta płyta była bardziej zjadliwa i chciało się jej słuchać. Mogę chyba użyć tego wyświechtanego określenia – muzykalny DAC, bo to najlepiej oddaje wizerunek tego DAC'a. To przyjaciel dźwięku, a nie bezlitosne urządzenie obnażające niedoskonałości realizacji tych mniej udanych płyt.

 

              Kończąc test poprosiłem Premium Sound o przedłużenie wypożyczenia DAC'a. Chciałem posłuchać go już nie w tak krytyczny sposób, a bardziej jako tło do zwykłych domowych czynności. Pracuję w domu, więc urządzenie grało praktycznie po 12 godzin dziennie. Słuchałem płyt CD, plików, ale też radia internetowego ( BBC 3, Program 2 Polskiego Radia). Po kilku dniach wyłonił mi się obraz mojego dzieciństwa. Lata 70' radio Taraban w pokoju mojego dziadka, który słuchał tak jak ja teraz, prawie cały dzień audycji "Jedynki" i kultowego wakacyjnego "Lata z Radiem". To miłe wspomnienia, kiedy nikt nie szukał w muzyce jakiegoś niskiego basu, nikt nie obserwował jak wychyla się głośnik niskotonowy, nikt nie liczyl i nie sprawdzał "cyknięć" wysokich tonów. Słuchało się po prostu muzyki, kolejnej melodii, głosu osoby prowadzącej audycję. To wszystko przypomniała mi Unitra, gdy tak całymi dniami słuchałem różnych źródeł dźwięku. To dlatego chciałem sobie jeszcze przedłużyć ten mój test - przedłużyć wspomnienia.

 

Autorem tekstu jest Marcin Szatkowski, meloman, audiofil, wielki miłośnik muzyki ze szczególną pasją do muzyki dawnej. Marcin ma wykształcenie muzyczne, jest stałym bywalcem koncertów z muzyką klasyczną i jazzową, a także producentem pięknej, autorskiej biżuterii projektowanej przez jego żonę Beatę Sachanek-Szatkowską.