Norma Audio - Revo DAC - 2

Pamiętam jak pierwszy raz znalazłem się w sali NOSPR. To było 19 stycznia 2023 r. W repertuarze było wykonanie utworów Erika Satie – Gymnopedies 1 i 2, Koncert wiolonczelowy Henriego Dutilleuxa - Tout un monde lointain, oraz chyba najważniejsze - 3 symfonia "Organowa" Camilla Saint Saensa i przy okazji inauguracja tamtejszych organów. Usiadłem w 16 rzędzie i pomyślałem – jestem za daleko, niewiele usłyszę. Myliłem się i to bardzo!

Kiedy popłynęły pierwsze dźwięki Gymnopedies zrozumiałem czym jest ta fenomenalna akustyka tej sali. Wysłuchanie 3 Symfonii "Organowej" było tym czymś, czego się nigdy nie zapomni. Siedząc stosunkowo daleko miałem wrażenie, że muzyka jest gdzieś wokół mnie, jest podana tak jakbym tylko ja tam siedział. Wszyscy ludzie jakby zniknęli, a ja złapałem się na tym, że słuchając przestałem z wrażenia oddychać. W tej chwili znając lepiej tą salę wiem, że rzędy 1 – 8 wcale nie są najlepsze i warto wybierać te między 9 – 12. Nie chodzi tu ściśle o jakość odbioru dźwięku, ale widok na salę i muzyków. Z tych odleglejszych rzędów widzimy wszystko bardziej z góry i nie przysłaniają muzyków pulpity z nutami. Takiego doświadczenia nabrałem następnego roku siedząc w 4 rzędzie na koncercie Vox Luminis z Freiburger Barockorchester, którzy wykonali utwory Bacha i Telemanna. Słuchało się tego wspaniale, to był wręcz namacalny kontakt z wykonawcami i ich instrumentami – oczywiście instrumentami z epoki, ale niestety przez te pulpity niewiele było widać. Doświadczenie zdobyte.
Dlaczego o tym wspominam, otóż Norma DAC 2 bardzo podobnie prezentuje muzykę. Blisko i namacalnie. Siedzimy gdzieś między pierwszym, a ósmym rzędem, ale żaden pulpit nam nie zasłania muzyków. Doskonała projekcja na wyciągnięcie ręki. Testowany wcześniej DAC Norma HS DA1 grał bardziej przytulnie i kameralnie. Tutaj mamy prawdziwy spektakl. Słuchając niemal widzimy ogrom tej sali. Dźwięk jest jakby świetlisty, bardziej odważny, to całkiem inna propozycja ze strony Normy. To ciekawe, bo gdy kiedyś miałem możliwość posłuchania wzmacniacza Norma Revo IPA 140, to otrzymałem tam brzmienie bardziej przypominająca właśnie DAC HS DA1. Tak też trochę się nastawiłem na taką prezentację – mocna, gęsta średnica, bardziej w rejonach niskich i wspaniale oddane barwy instrumentów czy wokali.
To wszystko jest w tym testowanym urządzeniu, ale dodatkowo jakby bardziej doświetlone. To może być wspaniały duet nawzajem się uzupełniający – DAC 2 i Revo IPA 140.
Znając wstępnie charakter tego DAC'a szukałem w pamięci i wśród moich płyt te, które by jeszcze bardziej podkreśliły taką prezentacje muzyki. Pomyślałem, że przecież doskonałym przykładem będzie muzyka jakiej słucham na żywo na festiwalu Actus Humanus, czyli muzyka dawna. To tam staram się zajmować te najlepsze miejsca, akurat w tym przypadku to będą zawsze te pierwsze rzędy. Wybrałem dwie płyty, Jordi Savall - Lluis Del Mila "Fantasie, Pavanes & Gallardes", oraz Christina Pluhar – "Los Imposibles".

Ta pierwsza płyta to przykład renesansowej muzyki półwyspu iberyjskiego zapisanego na instrumenty. W tym przypadku to viole da gamba i harfa. Zawarte na płycie fantazje i ówczesne tańce – galardy i pawany dają nam wgląd w jaki sposób wyglądało w XVI wieku życie kulturalne i rozrywka władców, oraz klasy średniej. Wystarczy posłuchać pierwsze dwa utwory, aby zdać sobie sprawę, w jaki sposób muzycy współbrzmią razem i jak stopniowo dobierane są kolejne instrumenty. Zawsze ze szczególną uwagą czekam i śledzę później, to jak gra na bębnie i tamburynie Pedro Estevan (nadworny perkusista Jordi Savalla), który w jakiś dziwny sposób nie został oznaczony wśród muzyków na płycie. Brzmienie jego bębna jest jedyne w swoim rodzaju i Norma DAC 2 pokazala to tak czarująco, że pierwsze dwa utwory słuchałem kilka razy. Słuchając tego na dobrym źródle, jakim jest z pownością ten DAC mamy znakomita barwę i fakturę uderzenia w ten bęben. Nie jest to głuchy rozmyty poglos niczym uderzenie w karton po telewizorze. To głęboki i wręcz melodyjny odgłos. Byłem zachwycony tym szczegółem i nie spodziewałem się, że ten DAC to pokaże w ten sposób. W ogóle na nic się nie nastawiałem, a słuchając tych pierwszych utworów odnalazłem pewien inny obraz tej muzyki. Ta bliskość instrumentów i rozmieszczenie na scenie między kolumnami, instrumenty czasem grające osobno, a czasem razem, zawsze wyraźnie i czysto. To prawdopodobnie ponadprzeciętna rozdzielczość DAC'a daje nam łatwy wgląd w obserwowanie tego co się dzieje na tej płycie.
Podobnie też działo się na płycie Los Impossibles Christiny Pluhar z zespołem L'Arpeggiata.
Los Imposibles to nazwa manuskryptu utworu skomponowanego przez hiszpańskiego gitarzystę barokowego, który tworzył w XVII wieku na terenach dzisiejszego Meksyku. To rodzaj romaneski pochodzącej z XVI w. którą to można było znaleźć dużo wcześniej we Włoszech, potem w Hiszpanii i Portugalii, by po ponad 100 latach pojawił się właśnie w Meksyku. Pierwszy utwór na tej płycie to wokalny popis zespołu The King's Singers z akompaniamentem kilku instrumentów zespołu L'Arpeggiata. Mowiąc wcześniej o przestrzeni jaką DAC Normy potrafi wygenerować, to tutaj dało to tak duży obraz, że dotąd nie dostrzegłem pewnego szczegółu, a mianowicie w tym utworze śpiewakom z The King's Singers towarzyszą m. in. kastaniety i kołatka. Wszystko to było mi znane, bo słucham dosyć często tej płyty, jednak ten DAC pokazał, że kastaniety słychać raz bliżej, raz dalej. To Michele Claude raz podchodzi, raz oddala się od mikrofonów (B&K 4009) tworząc wyrazisty efekt przestrzenny. Nigdy nie zwróciłem na to uwagi – wielki plus dla Normy!

Pozostawmy jednak muzykę dawną, wracając do niej pewnie jeszcze przy najbliższej okazji i przenieśmy się do Tokio, do roku 1973, kiedy to w Aoi Studio Isao Suzuki wraz ze swoim zespołem nagrali doskonałą płytę "Blow Up". To niemal hiperrealistyczna jakość dźwięku. Płyta została wydana przez Three Blind Mice – myślę, że część z osób które miały do czynienia z tym wydawnictwem wie o czym teraz mówię. Już pierwszy utwór pokazuje jak doskonałą realizacją jest ta płyta. Wiolonczela na której gra Isao Suzuki jest tak niewiarygodnie czysto i rozdzielczo pokazana, że mamy wrażenie, że słuchamy tego na jakimś innym zestawie audio – o wiele droższym, lepszym. Norma DAC 2 wręcz dzieli włos na czworo, aby to wszystko nam jak najlepiej pokazać i nawet bas (Takashi Mizuhashi), towarzyszący Isao ma tą niezwykłą głębię. Słychać to pudło, że to duży instrument i ma piękną barwę. Jeśli chodzi o Normę, to chyba każdy wyprodukowany przez nich element, gra tą bardzo ładną barwą. To pewna ich specjalizacja i dobrze, bo dla mnie to podstawa dźwięku. Nie ilość basu, średnich czy wysokich tonów ale ich jakość. Norma wie jak to "sprzedać" słuchaczowi. Taką dobrą cechą tego DAC'a jest też to, że gdy chcemy posłuchać ciszej, to muzyka nie gaśnie, nie tłumi się, a wciąż wyraźnie wszystko słyszymy. Wciąż mamy to szczególne doświetlenie i czytelność.

Na koniec sięgnąłem po klasyka, czyli Miles Davis – "Kind Of Blue". Lubię słuchać tej płyty podczas testowania urządzeń. Jest tam sporo smaczków, które nam wiele powiedzą o tym jak nasze urządzenie daje sobie radę. W utworze "Blue In Green" mamy na początku fortepian Billa Evansa i kontrabas Poula Chambersa i te dwa instrumenty potrafią się czasem zamazać, są mało czytelne. Fortepian słychać wyraźniej, ale bas rozlewa się i buczy. Tutaj jest wręcz idealnie, akordy lewej ręki fortepianu są wyraźne, bo to z nimi jest problem. "Blue In Green" to utwór bardziej Billa Evansa niż Davisa i słychać te początki stylu modalnego. To dlatego zależy mi na idealnym odtworzeniu akordów fortepianu. Pięknie też wchodzi trąbka. Ma ona ładnie wykończony górny zakres – o którym wcześniej jakoś nie wspominałem i nie dlatego, że coś jest nie tak. Raczej bardziej skupiłem się na niższej średnicy, bo to tam Norma daje szczególny popis. Wysokie tony są dodane w wyważony sposób, nie narzucają się, ale potrafią pięknie zabłyszczeć, jak w przypadku trąbki Milesa Davisa. Ostatni utwór Flamenco Sketches to ponownie kontrabas, ale na tym utworze skupiam się na szarpnięciach strun. One tam grają główną role i muszą być idealnie wyświetlone na tle fortepianu i trąbki – jest znowu doskonale. Trąbka jeśli wydaje nam się lekko dosłodzona, to gdy wchodzi pierwszy saksofon tenorowy Coltrane'a mamy tak mocny akcent, że rozwiewa wątpliwości, co do mocnego przekazu i kolejny po nim Julian "Cannonball" Adderley z altowym saksofonem daje wgląd w możliwości DAC'a jeśli chodzi o wyższą średnicę. Nie było to przesłodzone, ale też nie było natarczywe, co się zdarza często gdy słucham na innych systemach audio. Ten efekt, który powoduje, że odruchowo ściszamy, by chwilę po tym zrobić znowu głośniej. To przykład zbyt ostrej prezentacji dźwięku. Niestety sporo systemów wpada w tą pułapkę dążenia za wszelką cenę, by pokazać jak najwięcej szczegółów w górnych częstotliwościach. To się kończy zazwyczaj niepotrzebnym wyostrzeniem, metalicznością, czy szklistością dźwięku. Jest po prostu nieprzyjemnie. Norma postawiła nacisk na średnicę i jej niszą część, no i myślę, że to było znakomite posunięcie. Ma bardziej wypchniętą średnicę, ale to pomaga wytworzyć wspaniały trójwymiarowy obraz i tą rzadko spotykaną przestrzeń, którą się zachwyciłem na samym początku.
Mogę szczerze polecić tego DAC'a, być może wniesie on do systemu trochę więcej światła i przestrzeni. Polecam też wybrać się do NOSPR, lub innych miejsc, gdzie usłyszymy instrumenty na żywo, aby mieć jakiś punkt odniesienia do późniejszych dalszych poszukiwań tego idealnego, wymarzonego dźwięku w naszych domach.







Autorem tekstu jest Marcin Szatkowski, meloman, audiofil, wielki miłośnik muzyki ze szczególną pasją do muzyki dawnej. Marcin ma wykształcenie muzyczne, jest stałym bywalcem koncertów z muzyką klasyczną i jazzową, a także producentem pięknej, autorskiej biżuterii projektowanej przez jego żonę Beatę Sachanek-Szatkowską.