Merason Frerot DAC - poczuj i usłysz piękno w czystej postaci.

15-08-2026

            Testowanie sprzętu audio to konieczność, zanim zdecydujemy, co będzie kolejnym elementem w naszym systemie audio. Zanim jednak zabierzemy się za testowanie, musimy zadać sobie sporo pytań, mniej więcej określić swoje potrzeby i dobrze by było znać w pewien sposób cel, do którego zmierzamy. W przeciwnym razie czeka nas błądzenie w gąszczu poszczególnych elementów systemu, które rynek nam obficie oferuje, a do tego dochodzą reklamy i opinie innych użytkowników. Naprawdę można się pogubić i zniechęcić.

Merason Frerot DAC

Merason POW 1 - zasilacz liniowy

Otrzymałem na testy DAC szwajcarskiej firmy Merason. Jeśli się uda, to będzie jedno z kilku takich urządzeń, które postaram się w skupieniu posłuchać w swoim systemie i powiedzieć coś od siebie na temat brzemienia i to głównie brzmienia, bo w kwestii technicznej nie czuję się autorytetem i zawsze polecam kontakt z dystrybutorem lub producentem.

Nie ukrywam, że byłem bardzo zdziwiony, gdy padła propozycja posłuchania tego DAC'a.

Jak się okazało, to nie przypadkowy wybór, tylko przemyślana koncepcja dopasowania dźwięku w moim systemie, a za tą koncepcją stoi Arkadiusz Sztander, właściciel salonu audio Premium Sound. Mając na myśli mój system, to raczej głównie chodzi o kolumny – Bowers &Wilkins 804 D2. Kupione jakieś kilkanaście lat temu, wybrane spośród wielu, do dziś służą mi dzielnie i zawsze podkreślam, że to jest ten "mój" dźwięk. Ten dźwięk, to czytelność i otwartość średnicy. To właśnie średnica jest dla mnie najważniejszym pasmem i staram się tam znaleźć wszystko to co słyszę na koncertach na żywo. Zwarty i wypełniony bas, bez niepotrzebnego przeciągania, to juz tylko wisienka na torcie w oparach delikatnych wysokich tonów wydobywających się z diamentowych kopułek. Sporo osób jednak krytykuje tą trochę wypchniętą średnicę, a szczególnie jej wyższy zakres. Potrafi ona w nieodpowiednich warunkach stać się zbyt natarczywa. To często problem z akustyką pomieszczenia, ale też problemem mogą być źle dobrane pozostałe elementy toru audio. W moim przypadku DAC to AudioGD NFB 7.38. To bardzo solidna konstrukcja grająca dźwiękiem przestrzennym znakomicie prezentując poszczególne instrumenty. Najwyższe pasmo lekko zaokrąglone, ale za to średnica – wręcz genialna! No właśnie, znowu ta średnica, znowu na pierwszym planie. Nie za dużo tego naraz?

             Właśnie dlatego padła propozycja przetestowania tego niedużego urządzenia, a Merason to tak naprawdę dwa niewielkie elementy. W jednym jest tylko dedykowany zasilacz, a drugi element to DAC, który można zasilać z niewielkiej kostki z wtyczką i wtedy ten drugi element jest zbędny. Tylko czy aby na pewno? Czy wystarczy ta wspomniana kostka, wyglądająca jak stara ładowarka do telefonu? O tym może później

DAC jest nowy, nie wygrzany i prosto z pudełek trafił do systemu słuchawkowego. Miał zastąpić DAC'a AudioGD NFB 1.32 podłączonego do wzmacniacza Musical Fidelity X-CAN 3 oraz słuchawek Sennheiser HD 600 – czyli klasyczny, sprawdzony, dobrze grający system.

 

Teraz w końcu mogę próbować powoli określić, jak zagrał ten zestaw Merason.

W systemie słuchawkowym możliwości tego DAC'a pokazały jakie braki mam i gdzie muszę szukać poprawy. Głównie problem pojawił się na śednicy – no jakżeby inaczej. Niestety prawda jest okrutna. Aaron Parks na płycie Find The Way gra na fortepianie w ciekawy sposób. Tak jakby nieco nadużywał prawego pedału w fortepianie i dźwięk się często rozlewa. To tworzy specyficzny rezonans i często słabo skonfigurowane systemy mają z tym problem, zamazując wszystko.

             DAC NFB 1.32 tego nie robi, gra czytelnie, ale niestety w porównaniu do Merason, takim jakby odchudzonym dźwiękiem i w pewnym momencie skojarzyłem ten dźwięk z brzmieniem fortepianu na jakim musial grać Keith Jarrett w Koln. Tak właśnie najszybciej można określić co zaszło, ale to by było mocne uproszczenie, ponieważ Merason wprowadza oprócz świetnego wypełnienia na średnicy pewien spokój, kroczy takim dostojnym krokiem pełnym wdzięku. Nie szarpie się i nie próbuje zadziwić tanimi sztuczkami. To raczej równy dźwięk kreślony gruba kreską. System słuchawkowy jest w mojej sypialni i po długim często męczącym dniu mam ochotę się wyciszyć i nie potrzebuję efekciarsko brzmiącego systemu. Do tej pory wydawało mi się, że tak to właśnie gra. Czytelnie, ale spokojnie.

Niestety Merason pokazał jak to powinno wyglądać – przyjmuję lekcję z pokorą, a teraz przejdźmy do sytemu z kolumnami, gdzie DAC NFB-7.38. jest częścią źródła dźwięku.

              Teraz walka wygląda na bardziej wyrównaną, choć pod względem gabarytów to Merason nie ma szans z Audio GD NFB 7.38. - to prawdziwy smok z bardzo rozbudowaną sekcją zasilania. Wizualnie chiński przetwornik ma przewagę, ale czy brzmieniowo również twardo stoi na podium zwycięzcy?

              Mamy tu dwa różne i dwa równie ciekawe spojrzenia na prezentację dźwięku. Merason zagrał podobnie jak w systemie słuchawkowym, mocnym i gęstym dźwiękiem. To bardzo nasycony dźwięk. W pierwszym utworze płyty z utworami A. Vivaldiego – In furore, Laudate pueri e concerti sacri wykonanej przez Ottawio Dantone i jego zespół Accademia Bizantina miałem wrażenie, że gra o wiele więcej wiolonczeli i kontrabasów. Natomiast głos Sandrine Piau był wg mnie zbyt wygładzony. Brakowało mi tego ataku, tego pazura pojawiającego się i tnącego powietrze nad słuchaczami siedzącymi w kilku pierwszych rzędach. Taki efekt czasami odczuwam na własnej skórze w Dworze Artusa w Gdańksu podczas festiwalu Actus Humanus, gdy uda mi się zająć bliższe miejsca. Mój NFB – 7.38 bardziej nastawiony jest na przestrzeń, a szczególnie szerokość. Merason jest skupiony i gra bardziej w głąb sceny. Na płycie Stanley Clarke & Friends – Live at Greek w utworze drugim mamy pokaz prawdziwej atmosfery koncertu. Potężne kopnięcia perkusji i towarzyszący gęsty bas tworzą ten niepowtarzalny klimat występu na żywo. NFB – 7. 38 pokazuje w tym przypadku wielkość sali, a Merason bardziej pulsujące potężne głośniki. Jedno i drugie tworzy wspaniały obraz koncertu i szkoda, że nie da się tego jakoś połączyć w jedno urządzenie. Podobnie kontrabas Charliego Hadena z zapisu serii koncertów zwanych Montreal Tapes na utworze Blues In Motian gra tym swoim specyficznym stylem – tym pulsującym basem, tą swoistą monotonna melodią do której towarzyszą mu Geri Allen i Paul Motian. Merason miał przewagę w gęstości basu i bardziej podkreślał tą monotonię linii basu. NFB – 7.38 był bardziej rozdzielczy, lepiej odseparował i jakby pilnował się aby nie wypaść z rytmu. Merason miał to gdzieś, robił swoje i się nie rozglądał – pewny siebie, że robi to dobrze. John Zorn - The Ballad of Hank McCain (Vocal Ft. Mike Patton) to jest to w czym Merason lubi pływać jak ryba w wodzie. Głos Mike'a Pattona to prawdziwy majstersztyk. Co tu dużo gadać NFB – 7.38 pokazał świetna barwę głosu, niemal zanurkował mu do gardła, ale myślę, że nie o to tak do końca chodzi w tym utworze. Merason skupił się na wypełnieniu pokoju gęstym i masywnym dźwiękiem doskonale wyciętym z tła instrumentów klawiszowych.

 

            Żeby nie pozostać w tak minorowych nastrojach jakie nam zaserwował John Zorn postanowiłem sprawdzić jak się ma jeszcze jedna płyta Vivaldiego – 6 violin concertos for Anna Maria. To fragment zbioru koncertów napisanych przez Vivaldiego dla swojej podopiecznej instrumentalistki przebywającej wówczas w klasztorze Ospedale della Pieta (szkole muzycznej) – schronieniu dla sierot. Szczególnie polecam wydawnctwo niemieckie CPO. Płyta z tymi koncertami wykonana przez Federico Guglielmo z zespołem L'Arte dell'Arco to doskonałe wykonawstwo i równie dobry mastering. Słucha się tego znakomicie na szwajcarskim jak i chińskim "instrumencie". Pierwszy dodaje dwie wiolonczele i kontrabas, żeby było bardziej treściwie i pokazuje tą radość wspólnego grania, a drugi pracuje nad aurą i przestrzenią wokół nas, oraz szuka barw instrumentów.

                      Na koniec powinienem opisać równie szczegółowo, jak to wszystko brzmi na tej zwykłej wtyczce zasilającej Merasona – bez dedykowanego zasilacza. Powiem tak, to nie ma wg mnie sensu. Wszystko jest jakieś niemrawe i jakby nie miało siły się wydostać, jakby coś hamowało dźwięk. Jest też pewna szorstkość i nerwowość. Z "prawdziwym" zasilaczem jest wszystko spójne, gładkie i swobodnie się toczy. Jest też lepsze obrazowanie instrumentów.

                      Jeśli chodzi o gniazda sygnałowe wejściowe, to korzystałem z USB dla mojego komputera z plikami, oraz COAX z transportem TEAC VRDS 701T. Nie miałem szczególnych uwag co do poszczególnych wejść. Mam wrażenie, że podobnie zachowuje się mój AudioGd – czyli USB to dźwięk bardziej lekki i przestrzenny. COAX bardziej plastyczny, gęsty i barwny. Podejrzewam jednak, że bardziej od gniazd wejściowych wpływ na dźwięk mają te dwa transporty.

                    Moim zdaniem nie ma tu wygranych, czy przegranych. To dwa różne, ale jakże ciekawe sposoby prezentacji muzyki. Gdyby tak tylko się dało połączyć to wszystko i wsadzić w jedno pudełko...

 

Autorem tekstu jest Marcin Szatkowski, meloman, audiofil, wielki miłośnik muzyki ze szczególną pasją do muzyki dawnej. Marcin ma wykształcenie muzyczne, jest stałym bywalcem koncertów z muzyką klasyczną i jazzową, a także producentem pięknej, autorskiej biżuterii projektowanej przez jego żonę Beatę Sachanek-Szatkowską.