J.S. Bach - Koncerty brandenburskie.
Koncerty brandenburskie zostały zamówione u Bacha przez margrabiego Brandenburgii Chrystiana Ludwiga, wielkiego miłośnika muzyki i talentu Bacha. Koncerty nawiązują do formy concerto grosso, czyli z jednej strony orkiestra tutti, z drugiej strony soliści, ale Bach oczywiście musiał to trochę skomplikować. Bogata instrumentacja, różnorodność wybrzmień i pełna blasku harmonia. Każdy z koncertów ma inny przekaz, inne instrumentarium i inną barwę kolorów.
V koncert z wirtuozowską partią klawesynu jest szczególnie wybitny, gdy zwrócimy uwagę z jaką niemal szaleńczą i skomplikowaną partią klawesynu mamy tu do czynienia. W tej części klawesyn pełni rolę basso continuo ale przechodzi w partie solowe – słynna kadencja trwająca 65 taktów! To tu mamy właśnie pokaz tej wirtuozerii na klawesynie, który jest z natury instrumentem pozbawionym dynamiki i aby nie wybrzmiało to zbyt płasko, bez głębi i kolorytu, trzeba nie lada talentu by temu podołać. Podobno Bach napisał partie na klawesyn, w tak trudnej formie, by samemu je odegrać i zadziwić margrabiego, przez co wejść w jego łaski.
VI koncert jest moim ulubionym, nawet będąc świadomy bogactwa V koncertu, jest coś w tej "szóstce" co powoduje, że każdy kolejny jest jakby dodatkowy, musi poczekać w pewnego rodzaju kolejce. Nie słucham tych koncertów po kolei od 1 do VI – skaczę jak mi się chce, ale zawsze zaczynam od VI. Może to pamiątka z lat '90 gdy usłyszałem w Polskim Radiu "dwójka" Koncerty brandenburskie w wykonaniu Jordi Savalla. To płyta wydana w 1991r. Niestety niemal przegapiłem audycję i udało mi się nagrać jedynie fragment V koncertu i cały VI na kasetę magnetofonową. Rok później kupiłem płytę. Mam ją do dzisiaj i mam też głęboko wyryte wspomnienia, jak najpierw słuchałem tylko VI koncertu z kasety, dopiero rok później mogłem pozwolić sobie na zakup płyty CD.


Jordi Savall – jego Konceerty brandenburskie pozostaną u mnie na zawsze na honorowej półce, wśród około 30 jego innych płyt. Jego wykonanie jest już mocno pokryte patyną. Trzeba podkreślić udział w zespole Savalla znakomitego skrzypka. To Fabio Biondi, który dzisiaj już prowadzi swój znakomity, własny zespół – Europa Galante. Bardzo wolne tempo i to skupienie, daje duży kontrast w wykonawstwie tych koncertów, gdy porównamy bezpośrednio do interpretacji Alfredo Bernardini z zespołem Zefiro.


Włoscy muzycy grają w dosyć szybkim tempie. To zwarte, czytelne i lekkie granie. Muzycy grają z nieukrywana swobodą, jakby z radością, jakby się bawili ze sobą w jakąś grę – bachowską ukladankę. To nagrane zarejestrowano w Teatro Ristori w Weronie zagrano je w stroju 398. Na flecie gra znakomita Dorothee Oberlinger (do której postaram się wrócić w kolejnych propozycjach płytowych), na skrzypcach solo ( skrzypce picolo ) mamy Cecylię Bernrdini. Jest też polski akcent w postaci oboistki Magdaleny Karolak, a na końcu przedstawię Francesco Corti. To on tak ubarwia V koncert przepięknym brzmieniem klawesynu.
Realizacja nagrania jest po prostu audiofilska!
Tak, to jedyne i najlepsze określenie. Brak pogłosu, pewna zwartość wybrzmień i czytelność, to powoduje, że odbiór jest niczym ze studia nagrań, a nie sali teatralnej. Bardzo polecam!

Trzecia interpretacja tych koncertów, to zespół Musica Antiqua Köln pod kierownictwem Reinharda Goebela. To najstarsze z tych trzech propozycji. Pochodzi z trzech zapisów w latach 1986 – 1987. Wydano je w 1987 roku pod szyldem ARCHIV.

Ta wersja nie jest tak czytelna i bliska dźwiękowo, tak namacalna, jak w wykonaniu Zefiro – i dobrze. Wystarczy tych audiofilskich popisów.

Tu mamy lekkość prowadzenia, taneczność i pewnego rodzaju dystans, ale towarzyszy temu zawrotne tempo i pokaz wirtuozerii. Niesamowicie się tego słucha (szczególnie VI koncert), ale cały czas można mieć wrażenie, że muzycy się w końcu "wysypią" że tempo jest tak karkołomne, że nie podołają. Tak można to czasami odebrać, ale muzycy prawdopodobnie grając swoje partie, po prostu się do siebie uśmiechali i zwyczajnie grali, jakby tempo narzucone przez Goebela było zwyczajnie umiarkowane. Nie mam pojęcia jak z tego wybrnął Andreas Staier, grający na klawesynie w V koncercie kadencję. Chyba nie ma się co zastanawiać – to jeden z najlepszych zespołów grających muzykę dawną. Po prostu specjaliści.
Słucham tego wykonania chyba najczęściej. Czy jest najlepsze? Nie, jest najprzyjemniejsze i powoduje, że nawet w najbardziej ponury dzień zaczyna świecić słońce. Tak, ta interpretacja jest słoneczna – to najlepsze określenie.

Autorem tekstu jest Marcin Szatkowski, meloman, audiofil, wielki miłośnik muzyki ze szczególną pasją do muzyki dawnej. Marcin ma wykształcenie muzyczne, jest stałym bywalcem koncertów z muzyką klasyczną i jazzową, a także producentem pięknej, autorskiej biżuterii projektowanej przez jego żonę Beatę Sachanek-Szatkowską.