Inauguracja sezonu artystycznego 2026/2027 – Polska Filharmonia Kameralna Sopot

20-09-2026

Gdy sezon wakacyjny dobiega końca, zaczyna się sezon artystyczny i to z rozmachem.

W kościele PW. NMP Gwiazdy Morza wystąpiła koreańska skrzypaczka Soyoung Yoon. Zagrała Koncert skrzypcowy e-moll, op.64 F. Mendelssohna – Bartholdyego. Dzieło stawiające bardzo wysokie wymagania dla wykonawcy, niezwykle nowatorskie jak na ówczesne czasy.

 

Brak orkiestrowego tutti na początku utworu, solista już od samego początku daje nam popis wirtuozerii jednocześnie nawiązując nieustanny dialog z orkiestrą. To wszystko działa jak precyzyjnie zestrojony mechanizm. Sopocka orkiestra, pod dyrekcją Szymona Morusa, była świetnie przygotowana i z nieukrywana swobodą towarzyszyła solistce w tym niełatwym utworze. 

 

 

Druga propozycja, którą przygotowała orkiestra, to III Symfonia L.V. Beethovena. Istnieje jedna z wielu anegdot mówiących jakoby Beethoven piszący ten utwór, dedykował go Napoleonowy Bonaparte, będąc zachwycony jego osiągnięciami. Jednak gdy symfonia była prawie ukończona, Napoleon mianował się cesarzem. Beethoven wpadł w furię i wydrapał na partyturze miejsce gdzie było napisane – Bonaparte, jednocześnie dodając nazwę III Symfonii – Eroica.

 

 

 

Byłem ogromnie ciekawy, jak poradzi sobie PFK Sopot z tym materiałem, mając jeszcze dodatkowo problem niedużej powierzchni skupionej jedynie przed ołtarzem. Ten kościół jest stosunkowo niewielki i wprowadzenie tak dużej ilości muzyków, jest delikatnie mówiąc ryzykowne. Moje zaskoczenie było niemałe, bo brzmiało to wręcz doskonale. Porównując to do beznadziejnej akustyki Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, brzmiało to wręcz idealnie. Siedziałem stosunkowo blisko i może to miało duży wpływ na mój osąd. Być może dalsze rzędy były bardziej narażone na akustykę (pogłos) kościoła.

Zawsze staram się znaleźć miejsce stosunkowo blisko, ale tym razem szczególnie mi na tym zależało, bo Soyoung Yoon gra na skrzypcach J.B. Guadagniniego (ex-Bückeburg) wykonanych w Turynie w 1773 r. Instrument ten nie jest wypożyczony (co często mam miejsce), jest jej własnością i za każdym razem gdy jej słuchamy, słuchamy również tego instrumentu. Muszę powiedzieć, że dźwięk tych skrzypiec zachwyca do tego stopnia, że ciężko było śledzić cały utwór. Kilka razy się łapałem na tym, że skupiam się na brzmieniu solistki, na tym jak ona ten instrument "wykorzystuje". Całkowicie w tych momentach gubiłem gdzieś orkiestrę. To niesamowicie wciągające brzmienie.

Wracając do domu, przyszła mi do głowy pewna myśl. No tak, skoro wiem na jakich skrzypcach gra solistka, to pewnie umysł mógł mi spłatać figla i wcale tak pięknie ten instrument nie brzmi. To autosugestia, psychoakustyka i inne teorie (znane z internetu) na temat dźwięków jakie słyszymy. Ta łza w oku, która pojawiła się tuż po pierwszych kilku taktach, to tylko i wyłącznie fizjologia. To mój mózg robi sobie żarty i każe mi popłakiwać nad zwykłym brzmieniem skrzypiec – skrzypiec, jak każde inne. Przecież ślepy, prawidłowo przeprowadzony test pokaże, że nie jestem w stanie odróżnić altówki od skrzypiec, a co dopiero skrzypce Guadagniniego od zwykłych szkolnych.

Podobne teorie możne przeczytać na temat urządzeń audio (szczególnie transportów cyfrowych), kabli i innych akcesoriów używanych przez audiofilów i melomanów.

Nikt nie powinien wytykać komuś braku osłuchania, ale też nikt nie powinien krytykować i naśmiewać się z tej łzy w oku, gdy mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Tym czymś wyjątkowym jest wrażliwość na dźwięki. To pewnego rodzaju dar, który posiadają nieliczne osoby. To coś wykształcone, lub nabyte, genetycznie przekazane i pielęgnowane podczas kontaktu ze światem muzyki. To wrażliwość na otaczający nas świat.

Takie właśnie refleksje mnie naszły, gdy mijałem kolejne przystanki naszej trójmiejskiej SKM-ki.

 

        Kolejny koncert za tydzień. Mam nadzieję, że mój mózg nie będzie mnie tym razem za bardzo oszukiwał.

 

         Autorem tekstu jest Marcin Szatkowski, meloman, audiofil, wielki miłośnik muzyki ze szczególną pasją do muzyki dawnej. Marcin ma wykształcenie muzyczne, jest stałym bywalcem koncertów z muzyką klasyczną i jazzową, a także producentem pięknej, autorskiej biżuterii projektowanej przez jego żonę Beatę Sachanek-Szatkowską.